RSS
 

Archive for the ‘Książki popularnonaukowe’ Category

“Kochankowie z masakrą w tle i inne eseje o malarstwie historycznym”- Maria Poprzęcka

07 kwi

Są tacy ludzie, którzy do końca poświęcają się swojej pasji czyniąc z niej pracę, a jednocześnie nadal zachowują zdrowy dystans. Do tego nielicznego i zacnego grona na pewno można zaliczyć Dyrektor Instytutu Historii sztuki Uniwersytetu Warszawskiego Marię Poprzęcką. Nie jeden beletrysta mógłby pozazdrościć jej lekkości pióra i tego z jak łatwością tworzy ciekawą, wciągającą treść i na pewno wielu “sztywniaków” akademickich olbrzymiego zasobu wiedzy. Nic dziwnego, że z pod jej ręki wyszedł zbiór tekstów “Kochankowie z masakrą w tle i inne eseje o malarstwie historycznym” , który jest ciekawą wycieczką przede wszystkim po sztuce XIX wieku.

Każdy obraz jest tu starannie dobrany zarówno pod względem warsztatu malarskiego jak i tematyki, która to obowiązkowo niemal musi dać autorce możliwość opowiedzenia jego historii, wtrącenia ciekawej anegdoty i przybliżenie kulisów powstania dzieła. Już sami przecież tytułowi “Kochankowie…” są niezwykle ciekawi- para katoliczka i hugenot w przeddzień nocy św. Bartłomieja w Paryżu, jednej z najbardziej tragicznych w historii nowożytnej Europy. Na razie nie ma na nim jednak mordów, a krew nie płynie strumieniami. Wszystko opiera się jedynie na domysłach, ona jest lekko podenerwowana, on ją uspokaja czule głaszcząc jej twarz. Wprost trudno uwierzyć, że już za chwile, za kilka godzin ich przepełnione miłością oczy zgasną na zawsze. I kto lepiej mógłby oddać bezsens religijnych masakr jeśli nie angielski prerafaelita Johna Everetta Millaisa, ten sam, który stworzył bodajże najbardziej sugestywny i poruszający obraz szekspirowskiej Ofelii zanurzonej w stawie.

Temu komu może się wydawać, że wyżej opisany obraz jest przygnębiający odradzam z góry czytanie rozważań autorki na temat chociażby obrazu Siemiradzkiego o wielce wymownym tytule “Świecznik Chrześcijaństwa”, w którym to Neron podziwia ludzkie pochodnie zdobiące jego gaje. A nie jest to jedyny bynajmniej obraz, który ten zbiór felietonów przybliża niebezpiecznie do strefy horroru.

Z całej książki możemy wyciągnąć wnioski jak najbardziej jednak pozytywne. Otóż warto ją przeczytać, żeby zobaczyć więcej, zobaczyć drugie dno obrazu. XIX wieczne malarstwo miało to do siebie, ze było jak wysokobudżetowe filmy- miało się podobać masowemu odbiorcy, a jednocześnie poruszać jego serce i duszę. Mogę zagwarantować, że niektóre z tych dzieł nadal robią podobne wrażenie. Całość jest opatrzona reprodukcjami co znacznie ułatwia kontemplację i obrazów i tekstu.

 

“Stulecie detektywów”- Jurgen Thorwald

06 kwi

Są takie książki, które nadają się tylko dla ludzi o mocnych nerwach, którym nurzanie się w makabrze i najbardziej szczegółowych opisach najbardziej obrzydliwych czynności sprawia satysfakcję, żeby pominąć inne słowo- przyjemność. Dla takich właśnie ludzi pisze Jurgen Thorwald, a jego dzieła, chociaż to nie horrory czy thrillery skutecznie straszą i zjednują mu rzeszę czytelników na całym świecie. Jednym z nich jest “Stulecie detektywów” o którym to polska noblista Wisława Szymborska napisała felieton co chyba jest najlepszą rekomendacją. Jest to książka jak najbardziej oparta na faktach i poparta historycznymi i naukowymi faktami jednak z nudnym akademickim podręcznikiem nie ma nic wspólnego. Thorwald chociaż pisze rzetelnie to nie ma skłonności do kronikarskiej dokładności i rozwija tylko te wątki które są ciekawe i wniosły co do rozwoju daktyloskopii, toksykologii czy balistyki.

Dziś wydaje się to nieprawdopodobne ale pierwsze poważne śledztwa zaczęto prowadzić dopiero w połowie XIX wieku! I to połowie mocno zaawansowanej. Wtedy to z szeregu policjantów głównie wyłonili się prawdziwi profesjonaliści, a jak wiadomo potrzeba jest matką wynalazku i pojawienie się tych specjalistów zawdzięczamy takim “osobistością” jak choćby Kuba Rozpruwacz. To zadziwiające ale jeszcze sto lat temu policjanci wezwani na miejsce morderstwa nie tylko nie przejmowali się odciskani palców czy śladami krwi ale też sprzątali wszelkie ślady, żeby nie niepokoić rodziny przez co w zasadzie eliminowali możliwość odnalezienia mordercy metodą dedukcji!

Osobnym ciekawym aspektem tej książki jest to z jaką kreatywnością nawet najprostsi ludzie dokonywali zbrodni na przestrzeni dziejów. O ile dziś morderca może być o krok przed detektywem, o tyle sto lat temu był przed nim o lata świetlne. Warto zajrzeć do tej książki i zobaczyć kim byli ludzie- inspiracje dla takich postaci jak Sherlock Holmes, Vidocq, czy chociażby bohaterowie serii CSI i jak niemal od podstaw budowali dziedzinę kryminalistyki. Fascynująca i dosadna kronika wyciągania trupów a szafy.

 

“Historia brudu”- Katherine Ashenburg

17 mar

Są takie książki, które opowiadają o historii w sposób co najmniej niezwykły. Należy do nich napewno “Historia brudu” Katherine Ashenburg, która prowadzi nas przez wieki, a kluczem do tej podróży jest higiena lub… jej brak. Autorka analizuje kwestię tego czasem śmierdzącego problemu od Starożytności do czasów nam obecnych.

Całość jest ubarwiona licznymi anegdotami, a ich bohaterami nierzadko są postacie doskonale nam znane. Starożytni Grecy i Rzymianie celebrowali kąpiele, z kolei ludzie średniowiecza uważali dbanie o higienę za coś deprawującego. Autorka opisując poszczególne epoki uzasadnia społeczne upodobania wpływami religijnymi i uwarunkowaniami toopograficznymi. Opowiada jaki wpływ historyczne wydarzenia takie jak wojny, epidemie i migracje miały na dzieje higieny. Innym czynnikiem warunkującym postrzeganie ludzkiego ciała, jego czystości lub nie były poglądy ludzi i zabobony związane z seksualnością i wiarą.

Całość jest uporządkowana, ułożona chcronoligicznie. Rewelacyjny, przystępny i nie pozbawiony delikatnej ironii język jest świetną oprawą dla wartkiej akcji tego dzieła, które czyta się jak dobrą powieść. Pod względem graficznym książka również stoi na dobrym poziomie- mnóstwo jest tu zdjęć, rycin i reprodukcji obrazujących opowiadane przez Ashenburg dzieje brudu. Czasem styl przybiera nieco zbyt naukowy charakter ale to i tak świetna, zabawna, ironiczna, szokująca książka o tym jak bardzo kiedyś śmierdzieliśmy.