RSS
 

Archive for the ‘Literatura piękna’ Category

“Kochałem ją”- Anna Gavalda

19 mar

Kupiłam ją wyłącznie dla czerwonej sukienki. Mam okropną słabość do czerwonych sukienek, a ta na okładce była taka piękna. Ludzkie ułomności są czasem jak najbardziej przydatne najwyraźniej bo zakup książki był jak trafną decyzją. “Kochałem ją” jak słusznie można wnioskować jest o miłości. Francuska literatura miłosna ma to do siebie, że jest odarta z amerykańskiego sentymentalizmu i tej irytującej, poprawnej politycznie maniery. Nie jest też jak brytyjskie książki na siłę naszpikowana epizodami, które nic nie wnoszą do treści, a jedynie mają za zadanie sprawić, żeby się wydawało, że akcja toczy się w nich wartko. U Gavaldy tak jak u innych francuskich pisarzy akcja toczy się nieśpiesznie, a autorka nie osądza jednoznacznie kto jest dobry, a kto zły.

Pierre musiał w swoim życiu dokonać bardzo trudnego wyboru- wybrać pomiędzy miłością do Matyldy, a obowiązkiem wobec żony i dzieci. Nieoczekiwanie, wiele lat później przed takim samym wyborem staje jego syn i- w przeciwieństwie do ojca- porzuca rodzinę. Wtedy pomiędzy Pierre, a zranioną synową zaczyna się tworzyć specyficzna relacja- oto oboje stali się ofiarami takiego samego dylematu, jakże różnymi ofiarami. Poprzez ich rozmowy pisarka pokazuje, nie tylko to co czują Ci porzuceni, ale także, na przykładzie Pierra, co czują Ci którzy chcą porzucić. W książce brak moralizatorskiego tonu, tu nie ma wygranych bo każdy w jakichś sposób coś traci, nawet Adrien porzucając Chloe i córki. To właśnie mężczyźni są ważniejszymi postaciami w tej książce, a jej najważniejszym pytaniem jest : Czy lepiej wybrać miłość ze świadomością, że się rani rodzinę, czy zostać przy zonie i do końca życia rozmyślać o ukochanej kobiecie?

Anna Gavalda stworzyła w “Kochałem ją” jeden z najbardziej przejmujących portretów osób porzuconych, ale i też porzucających. Czyni to bez osądzania, bez bezsensownego upartego wydawania wyroków na wiarołomnych, stara się zrozumieć cierpienia każdej ze stron. Ta książka jest dobrą lekturą dla wszystkich bo takie historie przydarzają się przecież każdemu z nas.

 

“Wampir z Ropraz” Jacques Chessex

18 mar

“Wampir z Ropraz” jest książką tak krótką, że bardziej niż powieść pasowałoby tu określenie opowiadanie. Fabuła powieści jest przerażająca, a na celu ma pokazanie jak małomiasteczkowa społeczność łatwo wydaje wyroki bez dostatecznych dowodów. Niejednokrotnie zresztą taki motyw pojawiał się w literaturze i opartą na faktach książkę Chessexa można uznać za jedno z lepszych dzieł tego rodzaju.

W 1903roku, w małym, szwajcarskim, odciętym niemalże od świata Ropraz zostają zbezczeszczone zwłoki pochowanej dzień wcześniej młodej kobiety. Zbrodnia ta jest oczywistym wstrząsem dla społeczności, która zaczyna podejrzewać, że w okolicy grasuje wampir. Ma to związek ze sposobem w jaki ciało zostało okaleczone- zostało zgwałcone, nieomalże rozszarpane na strzępy, serce zostało wycięte, a dookoła jest pełno przeżutych skrawków. Mieszkańcy kalwińskiej, racjonalnej Szwajcarii wydawałoby się, że powinni być odporni na zabobony i ludowe wierzenia, ale tak nie jest. Sytuacja się pogarsza kiedy w sąsiednim miasteczku dochodzi do podobnej zbrodni, a potem kolejnej… Poszukiwania zwyrodnialca kończą się ujęciem niejakiego Faveza, który idealnie pasuje do obrazu zboczeńca i psychopaty. Nie ma jednak wystarczających dowodów na jego winę więc zostaje wypuszczony. Dalsza część książki przynosi zaskakujące rozwiązanie.

Chessex odwołuje się w tej historii nie tylko do literatury wampirycznej, czy też ludowych podań, ale także do obowiązującego wówczas przekonania w psychologii, że dzieciństwo człowieka musi mieć wpływ na jego przyszłość. I tak według tej teorii Favez, który miał straszne dzieciństwo pełne okrucieństwa i gwałtu jest idealnym kandydatem na “wampira”. Dzięki temu następuje zmiana podejścia czytelnika do Wampira- z kata staje się on ofiarą. Pisarz sprawia, że sami poprzez współczucie wydajemy wyrok na Faveza.

Książka ta nie jest pozycją dla ludzi wrażliwych. Sam charakter zbrodni nie daje możliwości opisania tego co się dzieje w sposób nieobrzydliwy. Innym minusem jest to, ze zmienia się narracja. Czasem jest to liczba pierwsza, czasem trzecia. W tak krótkiej książce o intensywnej treści jest to zabieg wprowadzający niepotrzebny chaos. Te dwie rzeczy jednak nie są na tyle rażące żeby “Wampira…” nie przeczytać. Warto to zrobić chociażby po to żeby zobaczyć jak łatwo można z kata stać się ofiarą, a z ofiary katem.

 

Polecam książkę “Białe zęby” Zadie Smith

11 mar

“Białe zęby” doczekały się niedawno wznowienia i jakoś to się zbieglo w czasie z pewną dyskusją w której brałam udział. Rozmawialiśmy o polskich emigrantach w Wielkiej Brytanii i o tym jak będzie wyglądać ich życie za lat kilkadziesiąt. Ksiażka Zadie Smith dotyczy tego samego problemu, a jej fabuła koncentruje się na trzech rodzinach emigrantów, których losy obserwujemy na przestrzeni niemal 50 lat.

Clara należąca do świadków Jehowy, pochodząca z Jamajki młoda kobieta, Bezbarwny Anglik Archie, który zawsze poddaje się losowi czy Samad, głowa tradycyjnej muzułmańskiej rodziny, który próbuje zachować religijną i kulturalną tożsamość w obcym kraju- to główni bohaterowie książki. Londyn jako miasto wielokulturowe tylko pogłębia ich uczucie wyobcowania. Bo w rzeczywistości emigranci nie przynależą do żadnego ze światów- ani tego starego, który idealizują ani tego nowego do którego przybyli w poszukiwaniu szczęścia. Nie mogą się odgrodzić murem od nowej rzeczywistości, ale też nie mogą sie całkowicie zasymilować, bo ich poczucie przynależności do rodzimej kultury jest zbyt silne. Skrajne rozwiązania są w tej książce skazane na porażkę jak w przypadku synów Samada: jeden z bliźniaków, wychowany w Bangdladeszu zostaje ateistą, a jego brat dorastający w Anglii wstępuje do grupy islamskich ekstremistów.

Książka to jedna z najlepiej napisanych powieści ostatnich lat. Powinien po nią sięgnąć każdy wielbiciel dobrej literatury. Napisana w sposób mądry ale nie pozbawiona poczucia humoru jest doskonałym portretem emigrantów, których symbolem stają się tytułowe białe zęby- takie same bez względu na rasę.

 

Polecam książkę “Cena” Waldemar Łysiak

10 mar

Nie bez przyczyny zaczynam pisanie tego bloga od książki Waldemara Łysiaka. Pisarza tego poznałam najpierw od jego “napoleońskiej” strony, potem jako znakomitego historyka, zwłaszcza sztuki. Mało kto potrafi z taką pasją opowiadać o zawirowaniach historii poprzez pryzmat najciekawszych dzieł sztuki i ludzi, którzy zapisali się mniejszymi lub większymi literami w dziejach świata. “Cena” była pierwszą powieścią autora, po którą sięgnęłam. Powieścią nie-powieścią, bo powstawała jako dramat sceniczny i nawet po przeredagowaniu przez autora ukryć się tego nie da bo emocje w niej wyznaczają liczne dialogi. Pomimo oszczędnej narracji czyta się ją bardzo dobrze. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że opisy tak wprawną ręką pisane mogły by niepotrzebnie odwracać uwagę od treści.
W czasie II wojny światowej wiele osób stanęło przed trudnymi dylematami, do nich także należy hrabia Tarłowski. Chcą uwolnić syna, który znalazł się w grupie ludzi aresztowanych i skazanych na śmierć w odwecie za atak na niemiecki pociąg decyduje się na wykupienie go. Cena jest jednak bardzo wysoka. Nie tylko ta finansowa, ale także, a może przede wszystkim moralna. Autor obnażając ludzkie słabości i tchórzostwo zadaje niejednoznaczne etycznie pytania, np o mniejsze zło. W czasie jednego wieczoru bohaterowie tego dramatu będą musieli podjąć trudne decyzje, za które będą musieli zapłacić.
Spotkałam się z opiniami, że ta książka jest pełna klisz i wtórna. Przyznaję, że i mi nasunęły się skojarzenia z „Dwunastu gniewnych ludziach” Sidneya Lumeta, ale jest to podobieństwo jak najbardziej uzasadnione. Zamknięcie grupy ludzi w jednym pomieszczeniu i postawienie ich przed dylematem moralnym jest jak najbardziej trafione. Być może nie jest to najlepsza książka tego autora, ale nadal jest to poziom w polskiej literaturze ponadprzeciętny. Książki ciekawie napisane, trzymające w napięciu, a jednocześnie dotykające ogólnoludzkich dylematów etycznych są u nas rzadkością. Warto być może się zastanowić nad umieszczeniem tej pozycji w spisie lektur szkolnych bo na pewno ożywiłaby nieco skostniały obraz II Wojny Światowej, który bynajmniej nie zachęca młodzieży.
“Cena” po włosku oznacza “wieczerzę” i do tego słowa Łysiak również się odwołuje. Dla sumień bohaterów tej historii to ostatnia, rozstrzygająca wieczerza.