Na fali powieści przygodowych, w których współcześni bohaterowie rozwiązują zagadki wielkich artystów z przed wieków do Polski trafiła książka “Księga powietrza i cieni” autorstwa Michaela Grubera. Jest to dzieło o tyleż niezwykłe, ze zamiast jednej opowieści otrzymujemy trzy, z których każda spokojnie mogłaby być osobnym tworem książkowym. Łączy je jedno- zaginiony manuskrypt ze sztuką Williama Shakespeare. Chociaż każda z nich dzieje się w osobnej płaszczyźnie czasowej, ba- nawet jest napisana w innym tonie, to autor misternie je ze sobą posplatał tworząc barwną, wciągającą i w pełni sycącą powieść.
Pierwsza część to nic innego jak opowieść o przygodach awanturnika i pirata Bracegildre’a, która jak przystało na taką historię toczącą się w XVII wieku jest stylizowana właśnie na awanturnicze powieści z tamtego okresu. Nieszczęsny bandyta, którego priorytetem jest bogacenie się zostaje przypadkowo wplątany w antykatolicki spisek, w którym narzędziem do pogrążenia “papistów” miała być pochwalna sztuka o Marii Stuart zamówiona u Shakespeare’a, która doprowadziłaby do upadku teatr i samego dramaturga, który według historyków był katolikiem! Jedyną osobą, która zna prawdę na temat tego czy dramat ten powstał i gdzie może się znajdować jest właśnie Bracegildre, który jednak sprytnie zaszyfrował swoje zapiski.
I tak oto przenosimy się do czasów współczesnych kiedy to pewien prawnik specjalista od praw własności intelektualnej Jake Mishkin natrafia na list Bracegildre’a, z którego wynika, że gdzieś istnieje zaginiony tekst dramaturga wszechczasów. Nie tylko prawnik chciałby odnaleźć warty miliony dolarów manuskrypt. Mishkin wplątuje się w kryminalną, niebezpieczną aferę z gangsterami depczącymi mu po piętach. Moim zdaniem to najsłabsza część książki pomimo, że sam bohater jest postacią pełnokrwistą jak przystało na syna Żyda i córki SS-mana, kobieciarza i byłego sportowca.
Na zakończenie Gruber serwuje nam romans z elementami komizmu. W poszukiwaniu zaginionego tekstu uczucie połączy specjalistkę od oprawiania i ozdabiania książek Carolyn i pasjonata kina Alberta. Ta czesć jest zdecydowanie najzabawniejsza i nalżejsza z całej historii, a przy tym niebywale przewrotna. A tekstów wygłaszanych przez kinomaniaka nie powstydziłby się sam Woody Allen.
Podsumowując całą powieść mogę śmiało powiedzieć, że jest to jedna z lepszych książek tego typu. Przede wszystkim autor zachowuje dystans, czego brak na przykład u Dana Browna przez co jego książki trącą fanatyzmem. Nie sposób też nie wspomnieć o samym pisarzu, który w swoim barwnym życiu był m.in. hippisem, biologiem, doradcą prezydenta Cartera i… ghostwriterem, co może stanowić niebanalną wskazówkę przy czytaniu “Księgi powietrza i cienia”.